Okiem pracownika… PDO
Jutro większość z nas z najbliższymi osobami wieczorem spędzi ten wieczór na rozmowach, śmiechu, radości. I tak powinno być każdego dnia. Niektórzy z nas będą się zastanawiać nad dalszą swoją przyszłością, snuć plany, weryfikować marzenia. Poniżej przedstawiamy obszerne fragmenty maila, bardzo emocjonalnego w swej treści co zrozumiałe, ale jakże celnie przedstawiającego naszą codzienną pocztową rzeczywistość, jaki został wysłany przez jednego ze „szczęśliwców”, który otrzymał ofertę skorzystania z PDO.
„Koleżanki i Koledzy,
(…)
Wkrótce opuszczam mój pocztowy dom.
Czuję, że powinienem wyjaśnić, że robię to wbrew własnej woli, zmuszony przez „Program DOBROWOLNYCH Odejść”, a właściwie przez jakichś anonimowych decydentów, którzy nie mieli elementarnej odwagi, żeby powiedzieć mi prosto w oczy, że nie chcą już ze mną współpracować. Widać, że odwaga i podstawowa ludzka przyzwoitość to towar coraz bardziej deficytowy. Chyba nie są warci tego, by poświęcać im więcej cennych linijek tekstu. Jednak raczej nie dam rady przejść nad tym do porządku dziennego. Stoi za mną blisko trzydzieści lat nienagannej pracy dla poczty.
Gwoli ścisłości, teoretycznie mógłbym odmówić przyjęcia PDO, a potem liczyć np. na ochronę w związku z wiekiem. Jako, że jestem niemal pewien, jak wyglądałoby moje życie zawodowe w kolejnych miesiącach uznałem, że nie mogę sobie pozwolić na „grillowanie” mnie przez kogoś, kto i tak nie chce już ze mną współpracować i sam właściwie nie zasługuje na moją uwagę. W moim osobistym słowniku jedno z najważniejszych miejsc zajmuje dziś już dość archaiczne i zapomniane we współczesnym merkantylnym świecie hipokryzji, egoizmu, chamstwa po prostu, słowo. Tym słowem jest HONOR.
Nie wyobrażam sobie także, żebym musiał stawać w sądzie przeciwko mojej ukochanej poczcie, której oddałem najlepszy czas mojego życia, a która w tym sądzie głosami przebiegłych prawników działających na zlecenie jakichś pseudopocztowców udowadniałaby jakim to jestem nieprzydatnym i zbędnym elementem. Tego poczcie (która odwdzięczała mi się tak pięknie swoimi arcyciekawymi dziejami i zasługami za moje nią zainteresowanie) i sobie samemu nigdy nie zrobię.
„Wyznawców” młodości jako panaceum na całe zło świata, jako stanu idealnego, dobrego na wszystko uprzejmie informuję, że młodość jest przereklamowana (intelektualnie – w większości przypadków w obecnych czasach – bez wątpienia), a na pewno bardzo szybko mija. Nie życzę nikomu na starsze lata poniżenia i wykluczenia z powodu wieku – szczególnie rządzącym, fanom odmładzania załogi, którzy sami stoją już u progu starości, choć może jeszcze tego nie zauważyli. Możliwe zresztą, że już od dawna są, że użyję tego modnego ostatnio słowa, dziadersami, choć wydaje się im naiwnie, że nimi nie są, że ciągle są w awangardzie młodości i sił witalnych. Ta brutalna świadomość stopniowego odchodzenia przyjdzie do nich z czasem, jednak szybciej niż myślą – dziaderstwo to przecież stan umysłu nie tylko wiek, a nawet nie przede wszystkim wiek. Bycie dziadersem lub nie, nie zależy od czyjegoś mniemania o sobie, a od wizerunku w oczach innych, także podwładnych.
Mam dużą wyobraźnię, która podsuwa mi pewien obrazek ilustrujący przyszłość całkiem niedaleką, taką za kilkanaście lat. Widzę w nim otoczonego przez luksus starego niedołężnego fizycznie człowieka, całkowicie uzależnionego od innych, który zachowując ciągle jeszcze jasność umysłu dokonuje rozrachunku z życiem. Czy nawet najbardziej nowoczesny wózek inwalidzki, wypasione łóżko rehabilitacyjne, ciągle pokaźne konto i armia ludzi do pomocy uwolni go/ją od refleksji na temat wątpliwych moralnie decyzji życiowych podejmowanych w czasach minionych? Czy będzie tam chwila refleksji nad życiem ludzi, których losy zostały mu/jej kiedyś powierzone, a który to wyjątkowo ważny obowiązek został złożony przezeń na ołtarzu własnych ambicji, egoizmu i poczucia wszechmocy? Starość przyjdzie wkrótce. Bądźcie gotowi na nią i jej niedogodności. Z czystym sumieniem łatwiej je znosić niż tylko z wypełnionym bezwzględnymi, czasem kiepsko pachnącymi pieniędzmi kontem. Zawsze warto być dobrze zapamiętanym. Życzliwa pamięć ludzka potrafi utrwalać obraz człowieka przez dziesiątki, setki nawet lat. Przykre poczucie niechęci zabija nawet najlepszą pamięć szybko i skutecznie. Życzę, by ten opisany powyżej obraz pozostał tylko w mojej bujnej wyobraźni.
W tym miejscu pozwólcie na małą jeszcze refleksję zawodową.
Dokonuje się oto zamach na tradycyjną pocztową sztafetę pokoleń, która przez stulecia powodowała, że poczta mogła w miarę stabilnie z lepszymi perspektywami przetrwać różne czasy, złe i dobre. Naturalne odejścia starszego pokolenia były regularnie uzupełniane nowymi adeptami sztuki pocztowej. I tak przez blisko pięćset lat. Ludzie szukali pewności, stabilności i uznania, dlatego przychodzili do poczty pomimo tradycyjnie słabych wynagrodzeń (choć przed kilkudziesięciu laty, a wczasach II RP na pewno, nie było pod tym względem tragedii). Zresztą nie wszyscy patrzą w życiu tylko na pieniądze, hołdując innym wartościom, tak obcym tym, dla których spojrzenie na świat wyłącznie przez pryzmat wartości materialnych – „plan-wykonanie-procent wykonania” to ich fetysz. To takie żałosne…
Poczta wymaga zmiany. Takiej, która udatnie połączy jest zasługi i zacną historię z nowymi wyzwaniami, które dyktuje nowy czas. Znalezienie tego złotego środka będzie strzałem w dziesiątkę, a ten, komu to się uda zapisze się na zawsze w historii nie tylko instytucji, ale i całego kraju. Chętnie włączyłbym się w takie dzieło. Powątpiewam jednak, czy wszechwładza tabelek jest dobrym sposobem. Do znudzenia powtarzam, że to człowiek jest najważniejszy. Odpowiednio zmobilizowany wokół wzniosłego zadania wspólnego i umiejętnie zmotywowany jest w stanie zrobić wszystko na drodze ku realizacji dobrego celu.
Współcześni tzw. liderzy (w rzeczywistości być może zakompleksieni outsiderzy, udowadniający nieustannie swój wątpliwy „maczyzm”, nakierowani zwykle na osobisty zysk), pomimo budzących politowanie zapewnień w mediach, rozprawiają się ze starszymi pracownikami (takie zjawiska obserwujemy niestety w wielu firmach), na których barkach w naszym przypadku spoczywa istnienie poczty i codzienna jej działalność. Wyrzucenie „starych” przyniesie ze sobą dziurę pokoleniową trudną do zasypania. Mityczne pokolenie ZET ani myśli przychodzić do poczty, mając tak szeroką ofertę współczesnego świata i zazwyczaj dość roszczeniowe podejście do dóbr materialnych. Paradoksalnie, to starsze pokolenie pocztowców jest w stanie podźwignąć pocztę i pchnąć ją na nowe lepsze tory – trzeba odwagi i mądrości, żeby ich wysłuchać, poznać ich pomysły i pozwolić działać (oni ciągle mają w pamięci czas, gdy poczta działała sprawnie i skutecznie – czemu tego nie wykorzystać?), umiejętnie kierując ich w stronę nowinek otaczającego świata, ku właściwemu połączeniu dwóch porządków – starego i nowego na poczcie. To trudne, bo trzeba by porzucić na chwilę to wyjątkowo mocne i bezsprzecznie nierozumne jednocześnie poczucie własnej omnipotencji wykluczającej istnienie innych niż moje – prezesa, dyrektora, kierownika, czy innego „zastępcy pionka” – wartości. Przecież „moja racja jest mojsza niż twojsza” (cytat z filmu pt. „Dzień świra” reż. Marek Koterski). Znając doskonale młodsze pokolenie pocztowców, mówię to z żalem i pretensją również do siebie, nie mogę w żaden sposób zobaczyć w nim przyszłych zbawicieli poczty w ramach jakiejkolwiek, nawet najbardziej szalonej albo odważnej wizji. Obym się mylił…
Bardzo żałuję, że nie zechciano skorzystać z mojej oferty pracy na rzecz odnowy poczty, na rzecz jej modernizacji – na którą czekałem, której wyglądałem z utęsknieniem przez ostatnie lata, by raz jeszcze z energią doświadczonego i chętnego do pracy i nowych wyzwań pocztowca zaangażować się w ratowanie mojej ukochanej poczty. Szkoda…
Reasumując, to o czym powyżej, jest w moim odczuciu jednym z najbardziej dewastujących naszą pocztę błędów popełnianych przez decydentów desygnujących na „odcinek” pocztowy coraz to nowszych „zbawców świata” znajdujących się świetnie w różnych, często bardzo odległych od siebie branżach (tu cytat. z filmu pt. „Poszukiwany, poszukiwana” Stanisława Barei: „Mój mąż, proszę pani, mój mąż jest z zawodu dyrektorem”), którzy myślą, że potrafią skutecznie zająć się każdym tematem, co jest oczywistym nonsensem – w naszym przypadku to kompletny brak rozumienia idei poczty i jej roli w społeczeństwie obywatelskim, w systemie państwa. Świat polityki wszedł w naszą pocztową, budowaną od setek lat neutralność (a przeze mnie bezwarunkowo w ciągu ostatnich blisko 30 lat) z całą brutalnością podziałów społecznych i niszczącej działalności politycznej, kolesiostwa i niekompetencji władzy – czynów już na zawsze chyba dzielących pocztowców na „nas i onych” – to największe świństwo, jakie kiedykolwiek wyrządzono naszej firmie, naszej… i wszystkich mieszkańców naszego kraju. Przyczyna – w powszechnej opinii pocztowców każda kolejna ekipa rządząca pocztą jest gorsza od poprzedniej; skutek – coraz gorsza opinia o skuteczności poczty.
Dość o tym…
Wolę mówić o Was, drogie Koleżanki i Koledzy, dzięki którym połowa mojego życia była dla mnie dobrym czasem, obfitującym w ciekawe wydarzenia, w wiele cennych doświadczeń, niezastąpionych niczym znajomości i przyjaźni zawodowej, dobrych słów i uczuć. Za to jestem Wam bardzo wdzięczny.
Pozwólcie też na odrobinę bardzo prywatnej, wybitnie prywatnej prywaty…
Miałem w życiu dwie wielkie miłości.
Pierwsza, to moja żona, dzięki której już od czasów studenckich miałem i mam życie dobre, poukładane, świetnie zorganizowane, a przy tym pełne emocji wszelakich, tych codziennych i tych bardzo, bardzo osobistych. Trudno jest mi odpowiednimi słowy wyrazić, jak bardzo jestem dumny, że razem udało nam się tak dużo zbudować, że udało nam się dać światu mądre i świetnie wykształcone dzieci. Nie tylko my, ale także i inni mają z nich już dziś wielki pożytek. Cieszę się, że tak udanie przydają się ludziom i współczesnemu światu.
Druga miłość to poczta. Im bardziej zanurzałem się w jej tradycję, poznawałem historię, tym bardziej doceniałem jej zasługi, jej wyjątkowość dla pojedynczych ludzi i państwa. Co ciekawe, a dla mnie nadzwyczaj inspirujące i budujące, obie te miłości odnosiły się do siebie nawzajem ze zrozumieniem i szacunkiem, bez zazdrości i pretensji. Życie w takim akurat trójkącie jest wyjątkowo przyjemne i pobudzające, ze wszech miar wyjątkowe.
Starałem się robić wszystko, żeby nasze Koleżanki i Koledzy w placówkach pocztowych potrafili jak najlepiej zrozumieć, w jak wyjątkowej firmie pracują. Wielu zrozumiało, część bardziej odporna na argumenty albo odeszła już wcześniej do innych obowiązków, albo tkwi na swoich stanowiskach w poczuciu wielkiej, osobistej szkody, jaką poczta im wyrządza, poniżając ich nieustannie niskimi pensjami (co do poziomu obecnych wynagrodzeń – akurat pełna zgoda; tu mam nadzieję, że pieniądze, które poczta zaoszczędzi na mnie przyniosą komuś trochę radości – trochę, bo nikczemność tej kwoty jest zniewalająca🙂, prawdopodobnie trudna do wyobrażenia w obecnych czasach. Powtórzę tu jedno z moich dość powszechnie znanych powiedzeń – „każdy, kto kiedyś podpisał umowę o pracę w poczcie, zrzekł się jednocześnie marzeń o zostaniu milionerem”. Rzeczywistość weryfikuje tę myśl idealnie…
Jeśli jednak ktoś zechciał spojrzeć na swoją pracę jak na wyjątkową służbę na rzecz każdego bez wyjątku człowieka, który to codziennie, z pełnym zaufaniem powierza pocztowcom swoje najważniejsze sprawy życiowe, być może dozna poczucia ulgi i zrozumie powagę poczty i roli siebie samej, samego w tym systemie. To naprawdę ważna rzecz i dowartościowująca niezmiernie. O to jak najszersze zrozumienie sensu naszej pracy całe życie zawodowe zabiegałem.
(…)
Drogie pocztowe Przyjaciółki i Przyjaciele, nie rozmyślajcie negatywnie i nie rozpamiętujcie przykrych chwil. Życie jest zbyt krótkie, żeby zatruwać je sobie goryczą porażek i rozczarowań doznanych zazwyczaj za sprawą innych ludzi, których imion nie warto powtarzać, by nie karmić ich Waszą energią – chyba nie są godni pozytywnego zapamiętania (choć zawsze jest czas na refleksję i szczerą poprawę, może zatem i dla nich jest jeszcze szansa – nie skreślajmy ich zatem, sięgając po chrześcijańskie wartości zbliżających się świąt).
Jesteście ważni dla wielu osób: dla swoich bliskich – szanujcie ich i kochajcie, dla poczty – pamiętajcie, że bez Was jej nie ma, dla klientów – nie zniechęcajcie ich, a odwdzięczą się swoimi kolejnymi wizytami w Waszych placówkach, dla Waszych przełożonych także, nawet, jeśli tego nie rozumieją, rozkoszując się nadmiernie poczuciem władzy nad ludźmi, często złudnym, zawsze dewastującym.
Jesteście ważni dla mnie, Waszego byłego kolegi – tego nic nie zmieni.
(…)
Nie mam do nikogo żalu. Każdy sam w czymś takim jak sumienie musi ocenić swoje postępowanie i zmierzyć się z tą oceną dokonując rachunków życiowych.
Dziękuję!
Pomyślności!
Niech żyje Poczta Polska!
Szczerze oddany – (…)”